„Działalność Stowarzyszenia/Muzeum Riese nie propaguje idei nazistowskich, faszystowskich, komunistycznych i totalitarnych ani jakichkolwiek innych, jakimikolwiek by nie były. Ukierunkowana jest jedynie na przedstawienie odbiorcom prawdy historycznej z podkreśleniem udziału osób zmuszanych do niewolniczej pracy – naukowców pracujących przy tajnych projektach nazistów, więźniów obozów oddelegowanych do pracy przy projekcie Riese i produkcji broni Nobel Dynamit AG.”

Siedziba OT (Organizacji Todt) nad jeziorem Moysee w pobliżu Wilczego Szańca (Kwatery Głównej Hitlera), koło Kętrzyna. 15 września 1943 roku spotykają się tam Albert Speer, minister uzbrojenia III Rzeszy, Xawer Dorsch, szef centrali OT i nadinspektor budowlany Leo Müller. Kilka dni wcześniej Führer podjął decyzję o budowie nowej Kwatery Głównej (FHQ) na Dolnym Śląsku.

Trzej mężczyźni odbywają długą naradę. Ustalają terminy. Wkrótce, 1 listopada 1943 roku, na południowy wschód od Bad Charlottenbrunn (Jedlina Zdrój), w Górach Sowich rozpoczynają się prace. Budowa nosi kryptonim „Riese”, czyli „Olbrzym”.

Prace przy „Riese” były jednym z największych przedsięwzięć budowlano-górniczych II wojny światowej. W mocno pofałdowanych, zalesionych Górach Sowich zaczęły powstawać potężne, podziemne, odporne na bombardowanie pomieszczenia dla Hitlera, dla dowództwa wojsk lądowych (OKH), lotniczych (OKL), dla Reichsführera SS, dla ministra spraw zagranicznych, pomieszczenia dla obsługi i ochrony. Jak pisze Xawer Dorsch, miało tu znaleźć schronienie 20 tysięcy ludzi. Jeszcze ciekawszą informację podaje Anthon Dalmus – główny energetyk „Riese” – zamierzano tu umieścić około 40 tysięcy ludzi. Niewiarygodne, prawda?

Hitler musiał interesować się budową. Już 10 listopada 1943 roku w Górach Sowich zjawił się jego adiutant, Nicolaus von Below. Historyk niemiecki prof. Franz W. Seidler pisze, że równocześnie z kwaterą główną Hitlera miał w Górach Sowich powstać potężny, podziemny obiekt przemysłowy – drugi co do wielkości po podziemnym kompleksie „Dora” w Górach Harzu (produkowano tam rakiety V1 i V2). Nie wiadomo jednakże, co zamierzano tam produkować: myśliwiec odrzutowy Me- 262 czy rakietę A4 (V2).

Przedsięwzięcie „Olbrzym” otrzymało najwyższy priorytet w III Rzeszy. Plany budowy powstały w pracowni prof. Herberta Rimpla, mieszczącej się w Berlinie przy Klosterstrasse 80/82. W pierwszej fazie budowy pracami zajmowała się Śląska Wspólnota Przemysłowa z siedzibą w willi Erica w Jedlinie Zdroju. Do prac zatrudniano robotników przymusowych z całej Europy. Jednak Śląska Wspólnota Przemysłowa nie miała doświadczenia w tego rodzaju pracach. Na przełomie 1943/44 roku w obozach robotników przymusowych wybuchła epidemia tyfusu. Oprócz tego na budowie panowała olbrzymia korupcja. To wszystko powodowało, że roboty  postępowały  bardzo  wolno.

Dawna siedziba dyrekcji - Pałac rodziny Bohm w Jedlince

Dawna siedziba dyrekcji – Pałac rodziny Bohm w Jedlince

Wiosną 1944 roku do kontynuacji prac została wyznaczona Organizacja Todt. Nadzór nad całością prac sprawował od tej pory Hauptsturmführer SS dr Siegfrid Schmelcher, z wykształcenia architekt. Kierownikiem budowy został Oberbaurat Meyer. Na siedzibę dyrekcji wybrano zaś pałac rodziny Böhm, stojący na obrzeżu Gór Sowich w Jedlince (Tannhausen). Tak wielkie przedsięwzięcie budowlane wymagało wielkich nakładów finansowych, jeszcze większej ilości specjalistycznego sprzętu, materiałów budowlanych, wybuchowych, no i oczywiście specjalistów budowlanych, górniczych i wreszcie zwykłych robotników. Źródłem darmowej siły roboczej stał się Obóz Koncentracyjny Gross-Rosen. W okolicy Głuszycy i Walimia powstało najpierw pięć, a później (wiosną i latem 1944 roku) jeszcze siedem obozów pracy (Arbeitslager – AL).

Jak wspomniałem, Hitler żywo interesował się postępem prac przy swojej nowej Kwaterze Głównej. Von Below dwa razy w ciągu roku odwiedzał teren budowy. Częstymi gośćmi byli tu dr Siegfrid Schmelcher i Leo Müller, nadinspektor budowlany z ramienia OT. 28 stycznia 1945 roku budowę kontrolował Xawer Dorsch. 20 czerwca 1944 roku Albert Speer informuje Hitlera, że przy rozbudowie jego Kwatery Głównej pracuje aktualnie 28 tysięcy robotników. W piśmie do adiutanta Hitlera do spraw Wehrmachtu z 22 września 1944 roku Speer pisze: „na budowę schronów w Kętrzynie wydano 36 mln RM, na schrony w Pullach koło Monachium, które zapewniały bezpieczeństwo Hitlerowi w czasie jego pobytów Monachium – 13 mln RM, na zespół schronów „Olbrzym” (Riese) koło Bad Charlottenbrunn – 150 mln RM. Do wykonania tych budów potrzeba było, według mojego pisma, 257 tysięcy m3 betonu zbrojonego stalą (łącznie z niewielką ilością zwykłego muru), 213 tysięcy m3 tuneli, 58 km dróg z 6 mostami, 100 km rurociągów. Tylko na sam projekt „Olbrzym” zużyto więcej betonu niż w 1944 roku przyznano dla całej ludności na budowę schronów.

Punkt produkcji betonu

Punkt produkcji betonu

Fragment kolejki wąskotorowej

Fragment kolejki wąskotorowej

Prace w Górach Sowich trwały do lutego-marca 1945 roku. Kiedy wkroczyły tu pierwsze oddziały Armii Czerwonej, natychmiast rozpoczął się wywóz maszyn, urządzeń, materiałów budowlanych. Jechały do Związku Radzieckiego. Wstęp na teren budowy o kryptonimie „Olbrzym” był w tym czasie właściwie zabroniony. Dlatego dzisiaj jest nam bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie, co i gdzie Niemcy zdołali wybudować. Co zostało zniszczone lub ukryte i zamaskowane przez samych Niemców, a co zniszczyli Rosjanie lub nasze wojsko i polskie służby bezpieczeństwa? Po latach, które minęły od zakończenia II wojny światowej, w wyniku prac m.in. Jacka Wilczura, Jerzego Cery, Mariusza Aniszewskiego, Dariusza Korólczyka i wielu, wielu innych badaczy, znamy dziś stosunkowo dobrze 7 podziemnych kompleksów.

Są to: Włodarz, Osówka, Rzeczka, Jugowice, Soboń, Zamek Książ, Gontowa.

Stacja kompresorów

Stacja kompresorów

Kompania wartownicza

Kompania wartownicza

Łączna objętość tych obiektów nie przekracza 100 tysięcy m3. Bardzo przybliżone wyliczenia ilości zużytego betonu dają nam liczbę około 70 tysięcy m3.

W porównaniu do danych, jakie podaje A. Speer „brakuje” nam ponad 100 tysięcy m3 tuneli i 180 tysięcy m3 betonu. Zetknąłem się z opiniami, że Albert Speer uprawiał tzw. propagandę sukcesu. Otóż w trakcie pobytu Speera w więzieniu Spandau dziennikarz, który przeprowadzał z nim wywiad, wyraził podobną wątpliwość co do wyliczeń podanych przez niego na naradzie u Hitlera. Speer odpowiedział, że Hitler był człowiekiem, którego nie wolno było okłamywać. Potrafił sam pojechać na miejsce budowy i sam wszystko sprawdzić. Powstaje więc pytanie: gdzie znajdują się tysiące metrów sześciennych podziemnych korytarzy, hal, tysiące metrów sześciennych betonu? Te pytania pozostają na razie bez odpowiedzi. Prace przy Bauvorhaben „Riese” odbywały się w ścisłej tajemnicy. Teren budowy o powierzchni ok. 35 km2 był obszarem zamkniętym (Sperrgebiet). Wstęp dozwolony był tylko za okazaniem specjalnej przepustki. Praca trwała dwadzieścia cztery godziny na dobę. Bez przerwy ze stacji w Olszyńcu i w Głuszycy Górnej wyjeżdżały transporty z materiałami budowlanymi, maszynami i urządzeniami potrzebnymi na budowie oraz sprzętem i wyposażeniem dla gotowych obiektów.

Jak już napisałem, oficjalne niemieckie źródła (bardzo skromne) podają, że przedsięwzięcie budowlane „Olbrzym” rozpoczęło się jesienią 1943 roku. Ta data pozostaje w sprzeczności z tym, co udało mi się ustalić przez lata badań. Niemcy, którzy przed wojną mieszkali na tych terenach często wspominali, że na pewne obszary w rejonie masywu Włodarza zabroniono wstępu już przed 1943 rokiem. Pan Stanisław Suliga, robotnik przymusowy, twierdzi, iż został przywieziony do obozu w Kolcach pod koniec 1942 lub na początku 1943 roku i zaraz skierowano go do pracy przy drążeniu sztolni (prawdopodobnie na Osówce).

Nieżyjący już mieszkaniec Głuszycy, z pochodzenia Włoch, opowiadał mi, że przyjechał tu w roku 1935 lub 1936. Z zawodu był górnikiem, specjalistą od robót górniczych. Zatrudniono go w kamieniołomach w Głuszycy.

W roku 1937 lub 1938, po podpisaniu zobowiązania do zachowania tajemnicy, wożono go (wraz z kilkoma innymi specjalistami od robót górniczych) dwa, trzy razy w tygodniu w Góry Sowie, w okolice Włodarza, gdzie pracował przy drążeniu sztolni. Zastanawiam się, czy komuś zależy na tym, abyśmy za datę rozpoczęcia robót uznali jesień 1943 roku.

Jeśli tak, to dlaczego?

Badacze zajmujący się zagadnieniami związanymi z budową o kryptonimie „Riese” od lat dyskutują na temat przeznaczenia obiektów budowanych w Górach Sowich. Ich zdania na ten temat często bardzo się różnią. Mówi się, że miały to być:

- schrony dla Hitlera i jego najbliższych współpracowników,

- podziemne fabryki (Me-262, V2),

- laboratoria chemiczne, biologiczne lub atomowe,

- zakłady badawcze i produkcyjne dla obiektów pionowego startu, napędzanych m.in. silnikiem antygrawitacyjnym.

Co do jednego badacze są zgodni: czas trwania budowy, użyte tu siły i środki pozwalają przyjąć, że Niemcy zbudowali o wiele więcej niż możemy dziś zobaczyć. Gdzieś w Górach Sowich znajdują się doskonale ukryte i zamaskowane obiekty. Być może stoją tam maszyny i urządzenia, które już pracowały, służyły jakimś badaniom czy doświadczeniom. Oczywiście możliwe jest, iż ukryto tam depozyty muzealne lub bankowe. Możliwe też, że leżą tam ciała więźniów pracujących na tej budowie.

Wierzę, że już niedługo uda się nam odkryć tajemnicę „Riese”.

KOMPLEKS „WŁODARZ”

fol6

Górę Włodarz (811 m n.p.m.) ogranicza od zachodu i północy dolina Bystrzycy, od północnego wschodu i wschodu dolina Walimki, od południowego wschodu Przełęcz Sokola, od południa zaś wieś Sierpnica ze Wzgórzami Wyrębińskimi. Do Włodarza przylegają mniejsze wzniesienia: Strażowa Góra, Jedlińska Kopa, Jagodziniec, Soboń, Osówka i Moszna. Na szczycie Włodarza znajduje się grupa poszarpanych skał, które przypominają kły wilka. Może dlatego niemiecka nazwa tej góry brzmi Wolfsberg – Wilcza Góra. Tu, na północno-wschodnim zboczu góry, w latach czterdziestych II wojny światowej Niemcy rękami tysięcy więźniów budowali podziemny obiekt, największy ze znanych obecnie w Górach

Sowich. Oficjalnie za datę rozpoczęcia robót przyjmuje się jesień 1943 roku, ale wiele wskazuje na to, że prace zaczęły się wcześniej. Jerzy Cera w swojej pracy magisterskiej pisze: „Jak podaje Helena Putilin, urodzona w Walimiu, a obecnie zamieszkała w NRD, już w 1938 roku las na zboczach Moszny i Włodarza był ogrodzony. W latach wojny teren zagrodzony powiększył się i pod zagrożeniem karą śmierci nie wolno było go przekraczać”. Dziś to miejsce można zwiedzać. Można bez przeszkód wejść na teren, który w czasie wojny był pilnowany przez funkcjonariuszy SS z Geheimfeldpolizei (GFP).

Naszą podróż rozpoczynamy od obozu AL. Wolfsberg (mapa).

Przy drodze z Jugowic do Walimia stoją ruiny betonowych baraków, nazywanych miasteczkiem SS. Obok nich zobaczycie pozostałości po najróżniejszych budowlach obozowych (kuchni, oczyszczalni ścieków, umywalni, barakach mieszkalnych). Obóz liczył według różnych źródeł od 3 do 6 tysięcy więźniów i był jednym z największych na tym terenie. Abram Kajzer w swojej książce „Za drutami śmierci” pisze: „Ten obóz w Wolfsbergu jest duży. I on, podobnie jak poprzednie, położony jest na zboczu góry, ukryty w lasach i odcięty od świata. Jest nas tutaj ponad sześć tysięcy Żydów polskich, czeskich, greckich, włoskich, niemieckich i węgierskich. Firm, które korzystają z naszej niewolniczej pracy jest aż trzydzieści osiem”. Były to między innymi takie firmy jak: „Huta” z Wrocławia, „Ackermann”, „Dynamit AG”, „Heinrich Butzer i Philipp Holzmann”, „Deutsche Farbenindustrie”, włoska firma robót górniczych „Ghisleri” i wiele innych. Więźniowie pracowali na powierzchni (budowa dróg, torowisk, rozładunek transportów), pod ziemią (drążenie tuneli, wywóz urobku, szalowanie, betonowanie) i w samym obozie (prace porządkowe, praca w kuchni, prace przy usuwaniu zwłok itp.). Nieustannie byli bici i zastraszani. Brakowało jedzenia. Znam wielu byłych więźniów, z ich opowiadań wyłania się potworny obraz niemieckiej machiny zagłady.

Lajos Erdelyi został przywieziony do jednego z obozów w okolicy Głuszycy 2 czerwca 1944 roku: „Pracowaliśmy 12 godzin dziennie, nie wliczając godzin, które spędzaliśmy na apelu (dwa razy dziennie: rano i wieczorem). Nasze racje żywnościowe wynosiły znacznie poniżej tysiąca kalorii, a w naszej diecie zupełnie brakowało protein. To wszystko miało miejsce podczas gdy powszechnie znany jest fakt, że dzienna dawka kalorii, potrzebna do przeżycia dorosłemu człowiekowi, powinna wynosić przynajmniej 1500 kalorii dzienne”. Pan Stanisław Suliga (były robotnik przymusowy) opowiadał mi, że po trzech miesiącach pobytu w obozie schudł o 30 kg (z 68 na 38 kg). Przeżył dzięki silnej psychice i dlatego (tak sam twierdzi), że był z natury drobny, a więc potrzebował mniej jedzenia niż rosły mężczyzna. Obóz na Włodarzu został ewakuowany w styczniu 1945 roku. Pozostali tylko chorzy i grupa więźniów wykorzystanych do zamaskowania wejść do sztolni, w których wcześniej ukryto, cytuję słowa Pana Czesława Sz.: „Wagony, lory ze sprzętem oraz skrzynie, których zawartości nie znałem”. Idąc bitą drogą (po prawej stronie „miasteczka SS”) w górę stoku, skręcamy w prawo i po około 300 m docieramy do potężnego składowiska materiałów budowlanych.

Miejsce produkcji betonu i składy

Miejsce produkcji betonu i składy

Dowożono je ze stacji kolei normalnotorowej w Olszyńcu (Erlenbusch). Tam Niemcy zbudowali bocznicę i stamtąd na północno-wschodnich zboczach Strażowej Góry, Jedlińskiej Kopy oraz Włodarza poprowadzili sieć torów kolejki wąskotorowej, którymi dzień i noc kursowały transporty różnorodnego sprzętu oraz materiałów budowlanych. Przed nami, na betonowych platformach, spoczywają dziesiątki tysięcy worków skamieniałego cementu, kręgi przerdzewiałego drutu kolczastego, cegły, rury kamionkowe, żelbetonowe łuki stropowe…

W 1947 roku redaktor „Słowa Polskiego”, Zbigniew Mosingiewicz, napisał cykl reportaży z wyprawy na teren jak sam pisze – „podziemnego miasta”: „Rzędem stojące baraki próchnieją niekonserwowane. Razem z nimi niszczeją olbrzymie ilości cementu. Na miejscu zostało jeszcze 10 milionów papierowych worków cementu po 50 kg. Liczba ta świadczy najlepiej o ogromie zamierzonej budowli. Nie jest to jeszcze koniec. Dowiadujemy się, że zabrano już stąd 100 wagonów po 15 ton cementu każdy”.

Zostawiamy skład materiałów budowlanych i kierujemy się ku centrum kompleksu. Droga, którą się posuwamy była drogą dla transportu samochodowego, ale jej krawędzią poprowadzono torowisko kolejki wąskotorowej. W pewnym momencie po lewej stronie dostrzegamy następny skład cementu. Nie jest już tak duży, jak ten, który oglądaliśmy przed chwilą, ale również robi wielkie wrażenie.Dalej za leżącymi workami pojawia się dziwna budowla z żelbetonu.

Dziś wiemy, że był to centralny punkt produkcji betonu. Stąd dostarczano go w różne miejsca budowy – wagonikami i rurociągami. Przed paru laty uzyskałem od Pana Darka Korólczyka bardzo ciekawą informację. Rozmawiał on z byłym więźniem, który wiosną 1944 roku pracował na Włodarzu 12 Centrum Muzealno-Turystyczne „Olbrzym” Centrum Muzealno-Turystyczne „Olbrzym” 13 przy rurociągu podającym beton. Trwało to trzy miesiące. Rurociąg w rejonie IV sztolni wchodził pod ziemię. Ale pod ziemią jest bardzo niewiele betonu…? Pozostawiam tę relację bez komentarza.

Idziemy dalej. Po prawej stronie, kilkadziesiąt metrów od drogi, widać (teraz zasłonięty) wylot szybu wentylacyjnego. Szyb prowadzi do systemu wyrobisk podziemnych.

Jest głęboki na 43 m i ma średnicę około 4-5 m. Oznakowaną ścieżką schodzimy w dół stoku i trafiamy na kolejny skład cementu. Idziemy jeszcze kilka metrów w dół. Przed nami wyrastają nagle potężne budowle betonowe.Są to rampy przeładunkowe. Bo tu wywożono urobek z podziemi.

Tu przeładowywano go na wagoniki. Był używany jako składnik betonu (po skruszeniu), ale również do budowy dróg. Wracamy w kierunku wejść do podziemi. Znowu po lewej i po prawej stronie drogi widzimy potężne fundamenty, ciągnące się dziesiątki metrów. Jeszcze dziś, po niespełna 60 latach, zaskakuje nas ich zdumiewająco dobry stan. Mnogość nasypów, torowisk, fundamentów ze śrubami, masa najróżniejszych wykopów, rowów, podjazdów – świadczą o gigantycznym zakresie prac tu wykonywanych. Mijamy ukryty w wykopie bunkier i po kilkuset metrach docieramy do dużego placu, który jest centrum turystyczno-muzealnym „Olbrzyma”.

Tu znajdują się: kasa (w której kupimy bilet do podziemi), małe muzeum, w którym gromadzimy używany na budowie sprzęt i materiały budowlane, materiały źródłowe, eksponaty oraz informacje związane z budową o kryptonimie „Riese”. Tu możemy odpocząć, zjeść, kupić widokówki, mapy bądź książki związane z tematyką „Riese”. Tu możemy się umówić z przewodnikiem na wycieczkę do innych kompleksów. Stąd też rozpoczniemy naszą wyprawę do podziemnego labiryntu korytarzy i hal.

Wejście nr 3

Wejście nr 3

Do wnętrza Włodarza wchodzimy sztolnią numer IV. Wejście zabezpieczają ściany i strop z betonu. Nad głową widoczne są oryginalne łuki betonowe – tak miały wyglądać sklepienia hal na Włodarzu. Idziemy zabudowanym korytarzem i po około 50 m docieramy do wartowni. Możemy teraz doskonale prześledzić, niemal od początku, sposób drążenia i wykonania tych obiektów. Wszędzie, w ścianach i w stropie, widać otwory strzelnicze. Z niektórych sterczą jeszcze resztki ładunków wybucho-wych. Otwory mają głębokość do 2 m.

Wartownik

Wartownik

Po odstrzeleniu skały następowało… – w tym miejscu oddam głos naocznemu świadkowi, Panu Czesławowi Sz.: „Trzeba było ogromnymi świdrami, przy pomocy młotów pneumatycznych, pod nadzorem włoskich strzelniczych, wyborować od kilku do kilkunastu otworów. Ładunki umieszczali Włosi. Po wybuchach następowała przerwa, po której wchodzili ładowacze, aby urobek załadować na lory. Nie widziałem nigdzie taśmociągów. Ładowacze na przodkach najpierw długimi tykami stukali w sklepienie, by postrącać tkwiące tam jeszcze luźno kamieniska. Jednakże często nie tylko ogromne głazy, ale cały wyrąbany wybuchem przodek zawalał ładowaczy”. Inni więźniowie młotami wyrównywali ściany i sklepienie. Jeszcze inni przygotowywali szalunki oraz stalowe zbrojenia. Następnie rurociągami pod szalunki wtryskiwano płynny beton. Prawa wartownia posiada tylko wybetonowaną posadzkę, reszta pomieszczenia jest w stanie surowym. Wszędzie leżą przygotowane szalunki. W lewej wartowni są już betonowe ściany i pierwszy strop. Widoczne są pręty zbrojeniowe (nad pierwszym stropem), które po zalaniu betonem utworzyłyby drugi strop. Ten rodzaj podwójnego sklepienia można zobaczyć w innych kompleksach, np. w Zamku Książ czy w Osówce.

Przechodzimy dalej.

Po kilkudziesięciu metrach korytarz rozdziela się na dwa chodniki. Jeden biegnie dalej prosto (po około 80 m kończy się przodkiem), drugi pod kątem 90 stopni skręca w prawo.

Idziemy w prawo. Po drodze mijamy wiele bocznych korytarzy. W pewnym momencie woda nie pozwala kontynuować dalszej wędrówki. Część podróży odbędziemy teraz pontonem. Płyniemy 10-15 m i nagle po prawej stronie pojawia się światło dzienne. Podpływamy bliżej…  Nad nami znajduje się 40-metrowy szyb wentylacyjny. Jeśli ktoś ma dość odwagi, może dostać się w to miejsce zjeżdżając na linie. Kontynuujemy naszą wędrówkę. Światło latarek wydobywa niesamowite kształty i barwy skał. Woda pod nami jest krystalicznie czysta. Widzimy leżące na dnie podkłady kolejowe, deski, jakieś śruby, kawałki rur. Właściwie to nic dziwnego, przecież tu trwała budowa. Jeszcze kilkadziesiąt metrów i wpływamy do hali. Świadomie nie użyłem tu słów: gigantycznej, olbrzymiej, monumentalnej. Podam tylko jej wymiary: długość 80 m, szerokość 15 m, wysokość 10 m.

Zalana hala i łódki

Zalana hala i łódki

Płyniemy w lewo i dobijamy do brzegu. Wchodzimy parę metrów pod górę, skręcamy w lewo i znowu jesteśmy w szerokiej na 5-6 m oraz wysokiej na 3 m sztolni. Przechodzimy kilka metrów i trafiamy na szyb wydrążony w spągu. 4-5 m pod nami widać lustro wody. Idąc dalej spotykamy kilkanaście takich szybów. Przez nie zrzucano urobek powstały podczas drążenia górnej sztolni.

Pod nami rozciąga się labirynt zalanych korytarzy. Warstwę skał pomiędzy górnym a dolnym poziomem wysadzano, uzyskując w ten sposób hale o dużej szerokości i wysokości. Schodzimy na dolny poziom w miejscu, gdzie woda ustępuje i sztolnią numer III wychodzimy na zewnątrz.

Za nami pozostał system podziemnych wyrobisk.

Nie znamy przeznaczenia tego obiektu. Hipotez jest tyle, ilu jest badaczy. Redaktor Mosingiewicz w 1947 roku napisał o Włodarzu: „Jesteśmy już w jednej z największych siedzib podziemnego miasta – b. posiadłości Goeringa. Prowadzą do niej cztery wejścia wykute w skałach u podstawy góry i sześć na powierzchni. Z siedzibą Hitlera (Osówką) łączy ją podziemny korytarz”. Kiedy rozmawiałem przed kilku laty z redaktorem Mosingiewiczem, powiedział mi, że niewiele pamięta z tamtych czasów. Stwierdził jednak, że opisywał to, co widział. Być może szacunki co do ilości zgromadzonych na budowie materiałów były przesadzone. Być może niektóre obiekty miały inne przeznaczenie niż im wówczas nadał. Jednak tego, co zobaczył nie mógłby wymyślić żaden dziennikarz. To co ujrzał (na powierzchni i pod ziemią) wyglądało dokładnie tak, jak to opisał.

Znam wielu świadków tamtych wydarzeń, ale nikogo, kto pracował pod ziemią. Z relacji tych, którzy przeżyli wynika, że kiedy w lutym-marcu 1945 roku nastąpiła ewakuacja obozów, zostawiano w nich po 100-200 więźniów, którzy pracowali do końca wojny przy zasypywaniu i maskowaniu wybranych obiektów. Więźniowie ci (często z niemieckimi strażnikami) byli likwidowani. Dzisiaj bardzo trudno jest odnaleźć miejsca, gdzie znajdują się zamaskowane wejścia do podziemi. Nieustannie szukamy, prowadzimy badania. Jak dotąd bez większych rezultatów. Ale wiem, że na pewno nam się uda i wówczas dowiemy się, jakie było rzeczywiste przeznaczenie kompleksów budowanych w ramach Bauvorhaben „Riese”.

Ten post dostępny jest także w języku: angielski, czeski

Aktualności

Hello world.